Do Trójmiasta przyjechałem w 1986 roku, miałem wtedy osiem lat. Jakieś 10 lat później zostałem poproszony, żeby pokazać komuś Gdańsk. Nagle dotarło do mnie, że tak naprawdę to bardzo słabo znam miejsce, w którym mieszkam. Wkrótce rozpocząłem zwiedzanie Gdańska, Sopotu i Gdyni tak, jakbym był turystą, z przewodnikiem w ręku, odwiedzając muzea, kościoły i inne zabytki. Po pewnym czasie wyszedłem na przedmieścia, do mniej reprezentacyjnych dzielnic, trafiłem na zaniedbane pozostałości fortyfikacji i systemów wodnych. Zorientowałem się, że Gdańsk ma do zaoferowania o wiele więcej niż to, co widać na pocztówkach. Tak rozpoczęła się ta przygoda. Dziś mogę powiedzieć, że jestem stąd.  

Jeśli chodzi o stare napisy, to wszystko zaczęło się od spaceru ulicą Partyzantów w Gdańsku. Było to w 1995 roku, szedłem powoli przyglądając się wystawom, gdy nagle zobaczyłem na elewacji jednego z budynków wyblakły szyld „OBST-GEMŰSE”. Widok ten utkwił mi w pamięci i przez długi czas nie dawał spokoju. Poczułem wówczas, że Miasto zdradza mi jedną ze swych tajemnic. Był to przecież  namacalny ślad historii tego miejsca i zarazem całego Miasta. Napisu tego już nie ma, nie zdążyłem go nawet sfotografować. Jednak od tego czasu coraz częściej zacząłem zadzierać głowę by przyjrzeć się odpadającym tynkom, dziwnie zabarwionym cegłom. Później przyszła pora na przedwojenne studzienki i hydranty z napisami „Kanalization von Danzig”, „Berlin”, „Pasewalk” itp. Jeszcze później odwiedzając różne miasta odczytywałem ich historię poprzez takie właśnie ślady. Znalazłem je m.in. we Lwowie, w Czerniowcach, w Kamieńcu Podolskim, Krakowie, Łodzi, na Kaszubach i na Żuławach. Często tylko takie, z każdym dniem coraz bardziej zacierające się ślady pozostały po ludziach, którzy tam mieszkali i pracowali. Niemieckie napisy w Gdańsku, na Kaszubach i na Żuławach, polskie na Ukrainie, hebrajskie na krakowskim Kazimierzu, rosyjskie w Łodzi i w niektórych miejscach w Gdańsku jako ślad po Armii Czerwonej. Stanowią blaknącą pamiątkę po wielkich migracjach, przesuwaniu granic, a także codziennym życiu tamtych ludzi.

Cieszę się z każdego kolejnego obiektu, który uda mi się sfotografować i opisać. Wiele znam tylko z opisu, znikły zanim udało mi się na nie trafić. Inne zostały zamalowane, usunięte już po tym, jak je znalazłem. Właściciele kamienic z radością zamalowują, pokrywają nowiutkim tynkiem jakiś stare bohomazy.

Zebrane na tej witrynie obiekty w większości zostały zarchiwizowane przeze mnie na potrzeby Biura Konserwatora Zabytków UM w Gdańsku. W wersji „analogowej” obok ujednoliconego opisu znajdują się dwa zdjęcia, jedno przedstawiające obiekt z szerszej perspektywy, drugie przedstawiające detal. Wersję elektroniczną w miarę możliwości regularnie będę uzupełniał o materiał fotograficzny i kolejne obiekty. Kilka nowych jest już w przygotowaniu.